Aktywiści naciskają na polski szpital. Ma dojść do aborcji z bezprecedensowej przyczyny
Fundacja Życie i Rodzina za pośrednictwem swojego portalu "Ratuj Życie" informuje o dramatycznej sprawie z Olsztyna, gdzie zagrożone jest życie 15-tygodniowego nienarodzonego dziecka. Rzecz dzieje się w w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym. Serwis pisze, że "jako powód do aborcji lekarze podają… silne wymioty u matki". Jak dodaje, matka, w ogóle nie zna języka polskiego i jest zdezorientowana. Ponadto – jak twierdzi ratujzycie.pl – "wokół niej zaroiło się od zwolenników aborcji, którzy naciskają, aby jak najszybciej zabić dziecko".
Proaborcyjna organizacja naciska
"Ratuj Życie" opisuje, co dokładnie udało się ustalić. Ze względów językowych matka nie komunikuje się samodzielnie z personelem szpitala. Kobieta jest w Polsce z mężem, który w tej sytuacji nie reprezentuje swojej żony. Upoważnienie do reprezentacji dostał inny, obcy jej mężczyzna. "Polak, pan Paweł, który naciska na aborcję. Mężczyzna wciągnął do sprawy proaborcyjną organizację Federa (latami finansowaną przez biznes aborcyjny)" – czytamy w artykule.
Według relacji "Ratuj Życie" aktywiści Federy kierują do szpitala wnioski, pisma i wywierają presję, aby doszło do aborcji. "Otoczenie Leli twierdzi, że ona sama nie chce dziecka – jest to przesłanka do zakazanej w polskim prawie aborcji na życzenie. Lela nie składa też sama deklaracji o chęci aborcji (bariera językowa), mamy tylko relacje osób trzecich, szczególnie pana Pawła" –informuje serwis.
"Zabić dziecko «na wymioty matki»"
Kobieta cierpi na uporczywe wymioty ciężarnych, co jest dolegliwością dość typową dla pierwszego i początku drugiego trymestru ciąży. "Presja otoczenia na aborcję może być pochodną tego, że po 15. tygodniu ciąży takie wymioty najczęściej mijają lub znacznie się uspokajają. A skoro celem jest zabić dziecko «na wymioty matki», to trzeba działać szybko" – podejrzewa "Ratuj Życie".
"Załatwienie kartki od psychiatry"
Z relacji fundacji wynika, że aktywiści działają szybko i w szerokim zakresie. "W międzyczasie doszło do załatwienia kartki od psychiatry – matka poczętego dziecka źle się czuje psychicznie, jest zdezorientowana, sytuacja spowodowała u niej lęk i «zaburzenia adaptacyjne». Rozpoznanie jest pochodną obecnej specyficznej sytuacji – jego powód to zły stan fizyczny matki, który może ulec poprawie w trakcie leczenia. Zabicie dziecka nie wyleczy zaburzeń matki. Zrealizuje tylko deklarowaną przez pana Pawła i osoby, które pozyskał do współpracy, chęć pozbycia się dziecka – będzie aborcją na życzenie".
"Matka i jej poczęte dziecko przebywają w szpitalu od miesiąca. W tym czasie żadne z nich nie umarło, są i mogą być otoczeni opieką do czasu ustania uporczywych wymiotów. Jest to prawidłowy wzorzec leczenia w tej sytuacji" – zwraca uwagę Fundacja.
W przypadku wykonania Fundacja Życie i Rodzina zawiadomi prokuraturę
Zdaniem "Ratuj Życie" sytuacja kobiety z Gruzji i jej dziecka jest przedstawiana przez proaborcyjne media i organizacje w sposób zmanipulowany. "Jest także pierwszą w Polsce sytuacją, gdy jako podstawa do zabicia dziecka ma być uznany fakt, że matka wymiotuje. Choć jest to znaczna dolegliwość, to jednak typowa dla okresu ciąży, możliwa do ustabilizowania lekami, które można przyjmować w ciąży, możliwa do opanowania jej niekorzystnych skutków – szczególnie do opanowania w warunkach szpitalnych" – zwraca uwagę.
"Dziecko pani Leli nie jest niczemu winne. Sama matka jest skołowana, a jej otoczenie wykorzystuje jej trudną sytuację jako imigrantki i osoby z barierą językową, aby zabić dziecko" – czytamy dalej.
Portal kończy artykuł stwierdzeniem, że w przypadku wykonania tej aborcji Fundacja Życie i Rodzina natychmiast złoży do Prokuratury w Olsztynie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z wnioskiem o wgląd w dokumentację medyczną pacjentki i postawienie zarzutów sprawcy tej aborcji.